czwartek, 9 lutego 2017

Prolog



Plum, plum…


Brzmiały smutno krople bijące o okno pokoju. Dogrywanie na pianinie komponowało się w sam raz z deszczem. W pokoju zapalona była jedynie niewielka lampa, która oświetlała klawisze instrumentu. Gra odbywała się dalej. Cisza, rozdzierania dźwiękami komponowanej muzyki, była ciekawa i momentami przerażająca. Chłopak grał dalej. Letnie wieczory pozwalały mu na takie wieczorne grania na instrumencie. Skupiony stukał palcami odpowiednie klawisze. Po rozgrywce melodyjnej zaczął śpiewać. Jego glos rozbrzmiał całe pomieszczenie.


Co ja
Czemu nie jestem w stanie
zatrzymać się
wszystko jest jasne
Ze mną teraz i na zawsze
[…]
Kim jesteś wzięłaś moje życie i nie oddałaś
Kim jesteś ty wypiłaś moją krew i upiłaś się…


Śpiewał swym pięknym, mocnym głosem. Gdy nagle zaprzestał.
– Nie dam rady… – zajęczał. Ułożył głowę na dłoniach i oparł się o pianino. Wtem do pokoju weszła mama.
– Kostya, nie przejmuj się! Dasz radę masz jeszcze kilka dni. Masz wspaniały głos i dobrze o tym wiesz – uśmiechnęła się lekko Walentyna, poklepując lekko syna po plecach. – Chodźmy na dół. Musisz coś jeść, bidulo.
– Ty nigdy mnie nie zrozumiesz… – spojrzał na zegarek. – Nigdy.
Mama spojrzała na niego i jej uśmiech znikł. Jej niebieskie oczy posmutniały.
– Jak nie chcesz jeść to wystarczy zwyczajnie powiedzieć – wyszła spokoju, choć czekała na chociaż jedną wypowiedź syna.
Chłopak zamknął drzwi i zaczął grać z powrotem. Śpiew znów rozległ się po pokoju.


Czym jest to
Czemu nie jestem w stanie
Zatrzymać siebie, ciebie
dzisiaj
Dzisiaj, tak wieje
Bez ciebie mi smutno
Tęsknię bez ciebie…